31 tydzień

W tym tygodniu działo się, oj działo! Już w poniedziałek się zaczęło od wizyty w szpitalu, w którym będę rodzić. Miałam dość długą rozmowę z lekarzem o tym jak wyglądał mój poród w Polsce, czemu się zakończył cesarskim cięciem, jakie były opinie lekarzy. Bez wdawania się w medyczne szczegóły, Pan doktor ustalił, że w przypadku Panny L, poród również zakończy się cesarskim cięciem. To już drugi lekarz w Szwecji, który wydał taką opinię. Tak więc mam ustaloną datę na 6.08.2015.

Dostałam kartę z informacjami jak przygotować się do porodu, kiedy mam zgłosić się na wizytę z anestezjologiem, kiedy oddać krew do badania oraz organizacyjne kwestie jak wygląda pobyt w szpitalu, który trwa 2 dni po cesarskim cięciu jeśli nic nieprawidłowego się nie dzieję. Były również informacje o tym co zabrać do szpitala dla siebie i dziecka. Na szczęście jest tego o wiele mniej niż w Polsce, przede wszystkim nie trzeba brać tych wszystkich środków higienicznych typu pieluchy, kosmetyki do pielęgnacji niemowlęcia, podkłady popoprodowe itp,  bo to one zajmują najwięcej miejsca w torbie. Pamiętam jak duża była moja, kiedy jechałam do szpitala po raz pierwszy, a i tak połowy nie wzięłam z pośpiechu.

Powiem Wam, że jak zobaczyłam tego lekarza w tym szpitalnym zielonkawym ubraniu, złapałam lekkiego stresa, bo jak dotąd wszystkie ciążowe wizyty nie były stricte „szpitalne”. Zawsze witała mnie położna, czy Pani od USG ubrana normalnie, w pokojach, w których mnie przyjmowały nie panował kliniczny klimat. Ale teraz chyba dotarło do mnie, że to już niedługo. Nie powiem, trochę się obawiam, jednak to poród w obcym kraju, a jak czegoś nie zrozumiem albo źle wytłumaczę?

Po wizycie w szpitalu, pospacerowałyśmy sobie z Matyldą po ukochanym Södermalm, ale okazało się, że tego dnia jest jakiś pochód, a my w jego epicentrum. Nic nie wiedziałam, tylko nagle zobaczyłam race i usłyszałam krzyki… Ciężko się było stamtąd wydostać, autobusy nie kursowały, więc kawał drogi musiałyśmy iść na piechotę do innego autobusu, który okazało się, że również nie nie jeździ przez kilka godzin. Także, nasz powrót do domu trwał i trwał…

W tym tygodniu mieliśmy również wizytę w szpitalu w sprawie Matyldy. Zostaliśmy zaproszeni na taką wizytę listownie, co tym razem mnie nie zdziwiło. Na miejscu zanim zobaczyliśmy się z polskim lekarzem, mieliśmy wizytę u pielęgniarki. Ta pokazywała Matyldzie folder ze zdjęciami z tym co będzie jej w kolejności robić, żeby się nie bała. Nie wiem, czy coś to dało ze względu na jej aktualny wiek, ale zrobiło to na mnie duże wrażenie, że takiego malutkiego pacjenta w ten sposób się traktuje. W każdym razie pielęgniarka założyła jej plastry znieczulające przed pobraniem krwi na obydwie ręce, co też było dla mnie nowością. Później mieliśmy wizytę u lekarza polaka, który nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia niestety, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby był niemiły. Jednak jego niewiedza na temat konfliktu grup głównych krwi i konfliktu serologicznego, który przerabialiśmy nie raz po urodzeniu Matyldy, zasiała u mnie ziarenko niepewności co do jego kompetencji. W innych sprawach również było niejasno. W każdym razie po wizycie u Pana doktora, mieliśmy zrobione testy alergiczne i morfologię w związku z innymi wcześniejszymi ustaleniami w Polsce. W tym wypadku nie było poprzedniej pielęgniarki mówiącej po angielsku, tylko mieliśmy umówionego tłumacza. Także wszystkie późniejsze procedury były w jego towarzystwie. Oczywiście znów były foldery ze zdjęciami co dana osoba będzie robiła, Matylda nie była już zaciekawiona. Ale na szczęście przed fotelem do pobierania krwi stał telewizor na którym leciały bajki, więc czymś tam na chwilę się zajęła. Jeżeli chodzi o wyniki wszelkich badań i kolejne wizyty, to wszystko będzie załatwiane telefonicznie albo listownie. Książeczek zdrowia w Szwecji nie ma, wszystko jest w ich systemie komputerowym, także wystarczy numer personalny dziecka na wizytę i oni wszystko wiedzą, wygodne. Tak samo jest z receptami, jak już wspominałam w jednym z poprzednich postów.

Ale żeby nie było tak medycznie w tym tygodniu były też przyjemniejsze sprawy, np. odwiedziny u szefa Arka w domu. Pojechaliśmy całą rodziną na kolację i miło spędziliśmy czas. Gospodarz domu, wiedząc, że jestem weganką przygotował całą ucztę pode mnie. Byłam w szoku. Od przekąsek po deser, wszystko było wegańskie! Czułam się bardzo komfortowo, nie musząc pytać o to z czego dane danie jest zrobione. Wcześniej zostałam powiadomiona, że wszystko jest wege. To się nazywa gospodarz! Poza tym zrobił przepyszne dania, już poprosiłam o przepisy. Mam nadzieję, że zgodzi się, żebym je zaprezentowała na blogu.

Poza tym weekend spędziłam spacerując po Södermalm. Dosłownie! Byłam tam w piątek, sobotę i niedzielę. Oczywiście zawsze odkrywając nowe miejsca. Lubie się tam zgubić. Mój ukochany telefon strasznie szybko się rozładowuje, więc często nie mam jak sprawdzić drogi, ale on tak robi specjalnie, żebym odkrywała te perełki na mieście. Tym razem znalazłam sklep z żywnością ekologiczną, ale nie tylko. Sklep wydawał się niepozorny i mały, a nie mogłam z niego wyjść, tyle ciekawych rzeczy znalazłam. Poza bardzo dużym wyborem jedzenia, był też całkiem spory wybór kosmetyków, w dużej mierze wegańskich. Dobrze jest znać takie miejsce, gdzie jest kilka firm i różnorodne produkty. Oprócz LUSH, w którym również byłam w ten weekend (mężu, to wszystko dlatego, że muszę testować produkty na bloga), w większości dużych supermarketów są jakieś pojedyncze sztuki wege kosmetyków. W tym, który odkryłam w weekend jakbym się uparła mogłam kupić wszystkie niezbędne rzeczy. Sklep nazywa się Gryningen. Więcej info o sklepie i asortymencie tutaj.

W niedzielę 31.05 (w Szwecji dzień matki, więc obchodziłam podwójne w tym roku) za to poszliśmy na pchli targ, który okazał się niewypałem niestety, ale dzięki temu odwiedziliśmy pobliską wegańską restaurację Seyhmus Vegetariska. W ogóle polecam tę stronę veganistan.se dla wegetarian/wegan szukających dla siebie wege knajpek w Szwecji. Wracając do restauracji, to jest to typowo lunchowa knajpka, z dużym bufetem, wybór dań ciepłych spory, dużo sałatek, wiele produktów jest organicznych i do tego ceny przystępne.

Później wybrałam się na wymianę ciuchów, czyli SWAP, odbywający się w miejscu wyglądającym na dom kultury. Byłam na czymś takim pierwszy raz. Ale wiem, że na pewno pójdę jeszcze nie raz. Zasada polegała na tym, że przynosiło się 5 swoich rzeczy, dostawało się 5 żetonów na inne ciuchy i wychodziło się z tymi nowymi pięcioma nie płacąc. A ja jeszcze przez to, że kręciłam się tam długo trafiłam na happy hours i wyszłam z dziewięcioma zamiast z pięcioma. Inicjatcywa rewelayjna. To czego ludzie nie wezmą trafia na jakąś zbiórkę dla potrzebujących. Cieszyłam się, że moje „dary” szybko się rozeszły, a i ja zaopatrzyłam się w niezłe markowe ciuchy. I wszystko za free.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam trochę się rozpisałam, ale to był na prawdę pełen wrażeń tydzień!

31
31

 

  • Który to tydzień
    31
  • Waga
    72 kg, czyli 11,5 kg od wagi wyjściowej. Po ostatniej wiadomości od Pani dietetyk wyluzowałam z wagą…uff
  • Wymiary
    95-85-94, brzuch co raz większy
  • Ubrania
    Bez zmian. Długie sukienki i spódnice, ramoneska i ukochane Melisski. Chociaż w tym tygodniu były grane również leginsy i Airmaxy jak szłam na siłownię i spacerowanie po Södermalm.
  • Rozstępy
    Nadal żadnych nowych! Myślę pozytywnie i codziennie smaruje się ukochanym olejem kokosowym, skóro na brzuchu wytrzymaj!
  • Zachcianki
    Brak
  • Mdłości
    Brak
  • Ćwiczenia
    Siłownia, a jakże by inaczej! W tym tygodniu opuściłam jeden trening, bo miałam bardzo dużo innych zajęć, spraw i spotkań i najzwyczajniej nie miałam już siły. Jednak, jeżeli chodzi o same treningi kardio, z roweru stacjonarnego przesiadłam się na orbitreka. Jakoś zaczynało być mi niewygodnie po dłuższym czasie siedzenia na tym siodełku. Poza tym ile można męczyć ten biedny rower.
  • Sen
    Dobrze, chociaż ostatnio miewam bardzo żywe sny. Potrafię obudzić się z niepokojem. Chyba już podświadomie boje się porodu albo jak sobie poradzę jako podwójna mama.
  • Energia w ciągu dnia
    Raczej tak samo jak w poprzednim tygodniu. Rano mam jej sporo, zapał do działania jest bardzo wysoki, jednak wieczorem tylko bym leżała. Niestety czasem się nie da, ale staram się na wieczory już nie planować zbyt wiele.
  • Nastrój
    Dobry, jak się dużo dzieje, to jest na prawdę nieźle. Dużo pozytywnych wrażeń w tym tygodniu, więc i humor dopisywał.
  • Co mnie drażni
    Myślałam, że tego uniknę, ale jednak nie tym razem. Skurcze przepowiadające. Z Matyldą miałam je również, ale jakby słabsze. Teraźniejsze potrafią nieźle dopiec. Dopadają mnie wieczorem i przyjemne nie są.
  • Co mnie cieszy
    Cieszę się z wielu rzeczy. Że na razie mam energię do działania, staram się być aktywna i ćwiczyć. Że już co raz bliżej do rozwiazania. Te wszystkie miłe wydarzenia i miejsca, które odkryłam w tym tygodniu też nakręciły mnie pozytywnie, także jest dobrze!
  • Za czym tęsknię
    Ciuchy, buty na obcasach, bieganie, bardziej intensywne treningi. Zaczyna się trochę tego zbierać. W końcu już 31 tydzień, to mam prawo tęsknić za pewnymi przed ciążowymi przyzwyczajeniami i przywilejami.
  • Ruchy Panny L
    Bez zmian, dziewczyna ma energię! Kopniaki potrafią być czasami bolesne. Ostatnio upodobała sobie prawe żebra!
  • Płeć
    Panna L, nie może być inaczej. Po prostu nie! Ja już się nastawiłam i kupiłam dwie różowe sukienki. Koniec kropka!
  • Przewidywana data porodu
    06.08.2015

M.

 

Veganama Opublikowane przez: