30 tydzień

Ten tydzień był jak rollercoaster. Początek tygodnia obfitował w gorsze momenty, bo straciłam siły witalne i wszelką energię do działania. Dopiero po szwedzkim w czwartek dostałam kopa i wzięłam się za robotę hehe. W takich gorszych chwilach niezastąpiona okazała się aktywność fizyczna. Rower na świeżym powietrzu i siłownia to aktualnie moje ulubione aktywności. Dopływ endorfin gwarantowany, nawet po delikatnym treningu.

W sobotę dostałam wychodne od męża i pokręciłam się po ukochanym Södermalm. Całkiem przypadkiem trafiłam na sklep, którego szukałam od dawna, czyli sklep z ręcznie robionymi naturalnymi produktami do pielęgnacji całego ciała. Na co dzień nie używam dużej ilości kosmetyków, moim podstawowym jest olej kokosowy, który kupuje już w ilościach hurtowych. Jednak potrzebowałam czegoś między innymi do włosów. Po przejściu po sklepie z przemiłą ekspedientką wybrałam szampon w kostce. Na początku nie byłam przekonana. Sprawdziłam skład, zostałam zapewniona o bardzo dużej wydajności, zobaczyłam jak się go używa i zdecydowałam się. Wzięłam też próbkę peelingu do twarzy z solą morską. Generalnie sklep zrobił na mnie duże wrażenie. Kosmetyki nie dość, że posiadają bardzo dobre składy to jeszcze pięknie wyglądają i cudownie pachną. Poza tym wiele z nich jest wegańskich i przede wszystkim nie są testowane na zwierzętach. Długo szukałam czegoś takiego dla siebie, bo poza kosmetykami przywiezionymi z Polski, których mam jeszcze zapas, nie widziałam zbyt dużego wyboru w szwedzkich drogeriach. Także super, że akurat tam trafiłam! Firma nazywa się LUSH. Więcej informacji znajdziecie tu. Poza tym byłam jeszcze w ulubionym second-handzie, gdzie można za niezłe pieniądze znaleźć ubrania na prawdę dobrych marek i w świetnym stanie. I tym razem udało mi się coś upolować! Poza tym jak już zmierzałam do domu, odkryłam kolejny sklep, którego witryna przyciągnęła mnie jak magnez- Selected by R.O.O.M. Sklep z z produktami do wyposażenia wnętrz w skandynawskim stylu, który absolutnie uwielbiam. Dużo bieli, szarości, wszystko ze smakiem i minimalistyczne. Dostałam oczopląsu. W tym momencie jednak nie potrzebowałam wielu rzeczy do domu, więc skończyło się w dużej mierze na oglądaniu. Wybrałam tylko minimalistyczny materiałowy kosz na zabawki dla Matyldy. Zawsze o takim marzyłam, jak przeglądałam blogi wnętrzarskie, teraz mam i ja!

Poza dniem zakupowym w weekend zrobiliśmy sobie grilla i wybraliśmy się nad plażę nad jeziorem. Była piękna pogoda, więc Matylda pobiegała na bosaka po piasku i pobrodziła w wodzie, jednak ta była dość zimna, więc nie mogliśmy jej pozwolić na zbyt długie szaleństwa. Dla mnie takie wypady to pełnia szczęścia. Uwielbiam przebywać nad wodą, w lesie, generalnie gdzieś gdzie jest dużo zieleni, drzew. Doceniam to, że mieszkamy w takiej okolicy i że widok z okna naszego „salonu” jest właśnie na las, co działa kojąco na moje skołatane nerwy jak mam gorsze dni. Może dla kogoś wydać się to nudne i zalatywać geriatrią, ale dla mnie nic więcej nie potrzeba.

30
30
  • Który to tydzień
    30
  • Waga
    71,5 kg, czyli 11 kg od wagi wyjściowej. Wydawało mi się, że to za dużo jak na ten tydzień. Jednak porozmawiałam z moją Panią dietetyk i powiedziała, że mam zupełnie nie porównywać się do standardowej rozpiski przyrostu wagi, ze względu na regularne treningi, a co za tym idzie przyrost masy mięśniowej. W sumie nie czuje się jakoś strasznie ociężała i spuchnięta, także chyba z tymi kilogramami jest ok.
  • Wymiary
    95-84-94 
  • Ubrania
    W tym tygodniu królowały długie spódnice. Wygodne, dobrze wyglądają z dopasowanym t-shirtem i krótką ramoneską. Pogoda sprzyjała, więc żadne rajstopy nie były potrzebne, ufff! Tylko ukochane Melliski na stopy i jazda. To był mój zestaw codzienny. Na siłownię i rower na sportowo w leginsach i bluzie, ciągle przed ciążowych. Jestem dumna!
  • Rozstępy
    Żadnych nowych. W 30 tygodniu w ciąży z Matyldą pojawiły się pierwsze, mam nadzieję, że tym razem mnie to ominie.
  • Zachcianki
    Brak
  • Mdłości
    Brak
  • Ćwiczenia
    Nadal siłownia. Ćwiczenia na górne partie w tym na klatkę piersiową na pewno mi się przydadzą już niedługo. Pamiętam, że na szkole rodzenia w Polsce Pani prowadząca zajęcia mówiła o tym, żeby ćwiczyć właśnie te partie jeszcze w ciąży. Później dźwiganie dziecka, schylanie się, karmienie. Nie przepadałam za treningami tzw. zestawu dyskotekowego, ale teraz bardzo je polubiłam, serio! Nadal robię kardio na spokojnie, ale obciążenie już prawie minimalne. Natomiast w tym tygodniu była piękna pogoda, więc i pojeździłam trochę na rowerze.
  • Sen
    Dobrze, dziękuje, nie narzekam!
  • Energia w ciągu dnia
    Przeplatanka, ale raczej ten tydzień był słabszy od poprzednich. Bywały dni, że miałam wyrzuty sumienia, że za mało robię (niestety to moja duża wada i nie umiem z tym walczyć). Mąż mi przypominał, że jestem w ciąży i mam prawo do takich słabszych dni, ale niestety mi jest to ciężko zrozumieć i jak lista rzeczy do zrobienia w ciągu dnia się nie zmniejsza, to od razu mam stresa.
  • Nastrój
    Raz lepiej, raz gorzej. Miałam swoje słabsze momenty w tym tygodniu, gdzie nic mi się nie chciało i byłam podłamana nie wiadomo czym. Później znów stan wręcz euforyczny, szczególnie po siłowni, rowerze, czy wypadzie na plażę nad jeziorem. Duży wpływ ma teraz na mnie pogoda, zawsze miała, ale teraz to już na maksa. Jak tylko świeci słońce i po otwarciu okna usłyszę śpiew ptaków (a tu są wyjątkowo aktywne) to od razu mi lepiej.
  • Co mnie drażni
    Chyba najbardziej, jak mam słabszy dzień i nie mam siły na swoje zaplanowane aktywności. Od razu czuje się zestresowana, bo nie wiem co gorsze, nie zrobić czegoś czy zrobić, ale na siłę, mimo braku mocy.  
  • Co mnie cieszy
    Cieszę się, że zaczął się już 30 tydzień. Na ten moment czekałam, tłumacząc sobie w myślach, że teraz to już z górki. Matyldę urodziłam w 39 tygodniu, więc tak sobie przyjmując, zostało mi co najmniej 9 tygodni. Szaleństwo! Pannę L zobaczę już tak niedługo!
  • Za czym tęsknię
    Jak zazwyczaj mam problem, żeby znaleźć fajny ciuch, tak teraz zauważyłam jakiś wysyp! Oczywiście wszystko nie na teraz, spodnie z wysokim stanem, dopasowane sukienki. Trochę tęsknie za przed ciążową figurą, chociaż teraz nie jest źle, bo wciąż chodzę w moich standardowych ubraniach, przynajmniej ich części.
  • Ruchy Panny L
    Impreza w brzuchu nadal trwa. Intensywność taka sama. Szczególnie jak się położę na plecach i wieczorem. Generalnie Panna L do spokojnych nie należy!
  • Płeć
    Panna L, chociaż mamy pewne wątpiliwości hehe. Ostatnio tak sobie rozmawialiśmy z Arkiem, że tak na prawdę miałam tylko jedno USG, na którym została stwierdzona płeć. Było to ostatnie USG jakie miałam i więcej już nie będzie. Lekarka, która wykonywała badanie chwilę się zastanawiała, bo dzidzia była tak ułożona, że nie można było stwierdzić na pierwszy rzut oka. A jak się pomyliła? Chyba pomyślimy nad męskim imieniem na wszelki wypadek!
  • Przewidywana data porodu
    10.08.2015

M.

 

Veganama Opublikowane przez: