3 miesiące po porodzie/powrót do formy

3 pierwsze miesiące za nami. Poszło szybko. Mam wrażenie, że przy dwójce dzieci ten czas płynie w tempie ekspresowym. A ja jeszcze wzięłam na siebie dużo dodatkowych obowiązków tej jesieni. Nauka, blog, powrót do sportu. A jeszcze wyzwanie fotograficzne Jest Rudo, na którym bardzo mi zależało. Miałam ciężkie momenty. Czułam ogromną energię, chęci aby działać, nastawienie bardzo pozytywne, jednak czasem ze wszystkim nie wyrabiałam się czasowo. Mimo posiadania planera, zapisywania codziennych aktywności godzina po godzinie, zdarzało się, że nie czegoś po prostu nie zrobiłam. Skutkowało to opóźnionym wpisem na blogu albo przesuniętym o dzień treningiem. Dzieci były na pierwszym miejscu (i nadal są). Co do bloga, to mam nadzieję, że mi wybaczycie.  Uczę się godzenia tych wszystkich obowiązków na raz i idzie mi co raz lepiej. Niezastąpiony w pomocy przy tym wszystkim jest mój mąż. Bez niego nie dałabym rady ze swoimi planami i ambicjami. Bardzo ważne w codziennym życiu oraz wszystkich tych obowiązkach jest cieszenie się małymi rzeczami. Smaczna kawa przyrządzona dla siebie i męża rano, uśmiechnięte dzieci, pomalowane ulubionym czerwonym kolorem paznokcie, czy wieczorny peeling kawowy i od razu nastój jest lepszy. Teraz kiedy każda minuta jest jak na wagę złota, nauczyłam się doceniać najkrótszy nawet czas dla siebie. Poza tym zaczęłam chodzić na jogę, która niesamowicie mnie odpręża. Tak samo zresztą bieganie. To takie cenne momenty, kiedy mogę  wyciszyć się i skupić na swoich myślach. Zastanawiam się, pisząc ten post, czy nie miło by było uwieczniać na zdjęciach te moje małe chwile dla siebie. Muszę się nad tym zastanowić. W każdym razie jest fajnie i pozytywnie. Dużo się dzieje. Dużo dobrego.
Bobek1

LILIANA

Waga/Wzrost

W tym miesiącu Lili troszkę przystopowała z przybieraniem na wadze. Nie ma tragedii, ale przez to, że jest bardzo ruchliwa i ciekawska te gramy rosną wolniej.  Padła propozycja od pielęgniarki do której chodzimy na wizyty kontrolne, aby odciągać więcej mleka lub dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Ja jednak pozostanę przy takim planie działania jak z Matyldą w tym samym okresie. Więcej przystawiania do piersi i ściąganie mleka laktatorem. Poza tym Liliana nadal nosi ubranka w rozmiarze 62 cm. Rozmiaru pieluszek nie zmienialiśmy i nadal są to dwójki.

Postępy

Uśmiech nie schodzi z buźki tej małej istotki. Mam wrażenie, że śmieje się cały czas. Nawet w nocy jak jest już zgaszone światło, w półmroku widzę tą radosną buzię jak się obudzi. Jest też bardzo ruchliwa. Ciągle macha nóżkami i rączkami, jakby chciała już się przemieszczać. Muszę uważać na zostawianie jej samej na łóżku, bo zaczęła się przekręcać. Najłatwiej idzie jej z brzuszka na bok i plecy, ale próbuję również z plecków na bok. Poza tym kontakt jest z nią coraz lepszy. Czasem nawet sobie pogadamy w jej języku (ja staram się ją naśladować, co pewnie mi nie wychodzi do końca). Jest również postęp w łapaniu różnych rzeczy. Przez dłuższą chwilę Lilianka potrafi trzymać przedmiot w rączce np. małego gryzaka. No i co raz ładniej dźwiga główkę, leżąc na brzuszku. Po chwili trzymania jest sprzeciw, ale ten czas co raz bardziej się wydłuża.

Sen

Noce Liliana nadal przesypia ładnie, ale sen nadchodzi dość późno. Jednak nie mogę narzekać. Pamiętam jak to było z Matyldą. W nocy najczęściej jedno karmienie. W dzień różnie, ale zauważyłam, że powoli ustala swój rytm dnia. To bardzo mi pomaga przy zaplanowaniu codziennych aktywności.

Karmienie/Jedzenie

W jadłospisie bez zmian. Kolek nadal brak. Problemów żołądkowych również. Pokarm jest, ale laktacja się ustabilizowała i piersi znacznie się zmniejszyły. Lili również zwolniła z przybieraniem na wadze. W związku z tym chcę trochę popracować z laktatorem i zacząć dokarmiać ją butelką. Za wszelką cenę chce uniknąć wszelkiego rodzaju mieszanek i mlek modyfikowanych. Mam wrażenie, że identycznie było z Matyldą, dałam radę, więc i tym razem będę walczyć. Poza tym jak wychodzę gdzieś bez dzieci, zostawiam zawsze Arkowi pokarm w butelce i Lili je chętnie. Także zobaczymy co będzie za miesiąc.

MAMA

Wymiary

92-71-91 W talii dotarłam już do punktu wyjściowego. Na początku ciąży również miałam 71 cm w tym miejscu. Biust zmniejszył się znacznie od porodu. Prawie doszłam do jego wcześniejszych wymiarów, co mnie cieszy. Jak już Wam wcześniej pisałam, nie przepadam za dużymi piersiami. Jest mi z nimi ciężej uprawiać sport. Nie dajcie sobie wmówić, że mały biust to mało pokarmu! Ja przy karmieniu Matyldy takie teksty słyszałam. Rozmiar piersi nie ma wpływu na jakość laktacji. Co do jędrności tragedii nie ma. Bałam się, że będzie dużo gorzej. Wiadomo, muszę mocno popracować na siłowni, dodać do tego odpowiednią pielęgnację i liczę, że jakoś z tego wyjdę obronną ręką. Poza tym moją najgorszą zmorą są boczki. Zauważyłam, że trochę się zmniejszyły, ale jednak nadal trochę mnie drażnią. W związku z tym noszę częściej spodnie z wysokim stanem. Dzięki temu jakoś ogarniam to „towarzystwo”.

Waga

64 kg, 3.5 kg do wagi przed ciążowej. Jeszczę troszkę zostało, ale powiem Wam, że przestałam się spinać z tego powodu. Widzę po mojej sylwetce, że jest lepiej. Zaczęłam uprawiać sport. Odżywiam się dobrze. Waga niech sobie powolutku leci.

Blizna/Pielęgnacja

Miałam przejście z blizną w tym miesiącu. Aż wylądowałam na ostrym dyżurze. Oczywiście okazało się, że nie było to konieczne. Jednego dnia zauważyłam, że w okolicy blizny robi się boląca czerwona gula. Nie wiem po co, poprosiłam o radę dr. Google i zaraz nakręciłam się, że przepuklina, endometrioza, operacja, kolejne 3 miesiące gojenia. Dramat. Kiedy to bolące miejsce nieźle urosło i bolało nawet jak go nie dotykałam, postanowiłam jechać do lekarza. Na szczęście okazało się, że to nic poważnego. Po prostu musiałam w jakiś sposób zahaczyć o delikatną skórę w tej okolicy i doszło do zakażenia. Przeszło po 2 tygodniach i nie ma po tym śladu. Ale stresowałam się okrutnie. Poza tym blizna jest co raz mniej widoczna i nie boli. Przy bieganiu też już jej prawie nie odczuwam.

Samopoczucie

Myślę, że jest całkiem niezłe, jak na tę porę roku, kiedy dzień jest krótszy i słońca jak na lekarstwo. Jednak wrażliwość się we mnie wzmocniła. Bardziej przeżywam sytuację w których słyszę o krzywdzie innych. Nie tylko dzieci. Wszystkich ludzi, zwierząt. Współodczuwanie mi się włączyło.

Treningi/Ćwiczenia

Jest co raz lepiej. Z bieganiem zwiększam dystanse. Regularnie chodzę na treningi z grupą Nike+ Run Club. Nie biegam na razie szybko, ale przez to, że robię to regularnie, sprawia mi to co raz większą przyjemność. No i te trasy. Teraz biegamy po Djurgården. Wieczorem, kiedy miasto jest pięknie oświetlone, widoki są spektakularne. Poza tym wróciłam na siłownię. Na razie czekam na ustalenie nowego treningu, zgodnie z moimi potrzebami. Póki co zaczęłam delikatnie ćwiczyć z obciążeniem, a po, relaksuje się na saunie. Włączyłam również do moich aktywności jogę, którą jedynie praktykowałam wcześniej w obydwu ciążach. Jakoś zawsze bliżej mi było do pilates.

Ubrania

Udało mi się znaleźć płaszcz! Prezentowałam go w  październikowych inspiracjach. Jest świetny! Trochę już w nim pochodziłam i muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę. To, że jest połowy łydki to jego wielka zaleta. Mogę założyć pod niego ciepły długi kardigan, wszystko się mieści (dzięki oversizowemu krojowi) i jest ciepło. Także bez wełny też się da! Poza tym w ciuchach czuję się co raz lepiej. Wchodzę już w stare sukienki, spodnie. Jest jeszcze kilka modeli, w których nie czuję się komfortowo, ale daje sobie jeszcze czas. Bardzo długo marzyłam o miękkim staniku. Aktualnie jest ich wszędzie bardzo dużo, kroje są piękne i kuszą na każdym kroku. Teraz kiedy biust mi się zmniejszył w końcu znalazłam model, który na mnie pasuje i jestem zachwycona. Także dziewczyny da się! Takie biustonosze nie są zarezerwowane tylko dla miseczki A. Ja swój znalazłam w tym samym sklepie co płaszcz.  Ubrań do karmienia nie noszę. Patrzyłam w sklepach i jakoś nic mnie nie przekonuje. Lubie swoją garderobę i wybieram takie ubrania na co dzień, które ułatwiają mi karmienie. Jestem przeciwnikiem chodzenia całe dnie w szlafroku albo piżamie, mimo siedzenia z dziećmi w domu. Ja się po prostu źle z tym czuję. Delikatny makijaż i komfortowe, ulubione ubrania sprawiają, że mam większą chęć do działania. I nie chodzi mi tu o nie wiadomo jakie strojenie się, wszystko na luzie i w granicach rozsądku.

month3

Veganama Opublikowane przez: