3 lata na weganiźmie

Niedawno minęło 3 lata odkąd przeszłam na dietę wegańską. Co się zmieniło? Czy nadal chcę być weganką? A może już nią nie jestem? W dalszej części wpisu wszystko dokładnie Wam wyjaśnię.

Statystyki

Zobaczcie jak przysługujemy się środowisku i zwierzętom według kalkulatora opartego na dokumencie Cowspiracy. Moje 3 lata weganizmu to ocalonych niemalże 1100 żyjących organizmów. Może dla Was to niedużo. Ale wyobraźcie sobie, że mielibyście je wszystkie poustawiać obok siebie w swoim mieszkaniu. Zmieściłyby się? Ja miałam łzy w oczach jak po raz pierwszy zobaczyłam wyniki z tego kalkulatora (chyba z rok temu?). Zobaczcie również jaki wpływ weganizm ma na środowisko! Nadal uważacie, że Wasza jednostka i tak nie ma znaczenia w skali całego świata?

screen-shot-2016-11-11-at-10-07-21

Zdrowie mojej rodziny

Rewolucja żywieniowa w mojej rodzinie zaczęła się po porodzie Matyldy, za co będę jej wdzięczna do końca życia, To dzięki niej odkryłam dietę roślinną, która została z nami do dziś. To po przejściu na weganizm poprawiło się moje zdrowie, przestałam chorować co chwilę na choroby dróg oddechowych i miałam chęć do działania. Początki były niesamowite, aż ciężko mi było uwierzyć ile wstąpiło we mnie energii i jak „oczyścił” mi się umysł. Z czasem to spowszedniało, już nie czułam tego efektu WOW!, ale nadal jest ze mną ta moc! Jak sobie pomyślę, ile rzeczy robię teraz przy dwójce dzieci, to nie wyobrażam sobie tego wszystkiego z poziomem energetycznym sprzed kilu lat.

Jeżeli chodzi o dziewczynki jest podobnie. Tak naprawdę odkąd się urodziły (Matylda ma już ponad 3 lata, Lili ponad 1 rok) nie chorowały poważnie. Mati raz zdarzyła się grypa żołądkowa i jak poszła do przedszkola to podczas epidemii wirusowej coś ją pomęczyło dwa dni. Poza tym chorób brak. Pamiętam, że wyrzuciłam w pewnym momencie gruszkę do nosa, bo leżała nieużywana. Także rodziców, którzy się wahają o zdrowie dzieci wegańskich, mogę zapoznać z moim córkami.

14242324_1467137766636715_8145486657273786806_o
fot. Marta Moosiątko Streng

Nuda w kuchni?

O nie, nie Kochani. To, że książka Jadłonomii przerobiona nie oznacza, że nie ma tym świecie nic do odkrycia w wegańskiej kuchni. Czasem, kiedy krążymy wokół tych samych przepisów, zaglądamy do różnych kulinarnych blogów, książek kucharskich (nawet niekoniecznie wegańskich) i eksperymentujemy. Jestem pod wrażeniem co mój mąż potrafi wyczarować z niemalże pustej lodówki i kilku warzyw! A już nie wspomnę o ilości smaków smoothie, których jeszcze nie odkryłam. Powiem Wam zupełnie szczerze, że ciągle się uczymy. Obydwoje lubimy eksperymentować w kuchni i gdybyśmy tylko wygospodarowali więcej czasu, na blogu byłoby mnóstwo nowych przepisów. Ciągle namawiam Arka, żeby mi z tym pomógł (bo gotuje niesamowicie!), więc trzymajcie kciuki za moje zdolności negocjacyjne!

icecream

Moje ciało

Moje ciało odkąd przeszłam na weganizm przeszło znaczną metamorfozę. Nie chodzi tu o idealną sylwetkę, weganizmu nie traktowałam nigdy jako diety odchudzającej. Jednak przez dokonywanie świadomych wyborów i włączenie dużej ilość warzyw, owoców i kasz wygląd mojego ciała się zmienił. Do tego również doszedł lepszy stan cery i większa chęć na aktywność fizyczną. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że wszystko przez te 3 lata było idealne i na na moim stole królowała „czysta micha”. Zdarzyły mi się produkty przetworzone, gotowce, które mimo, że wegańskie miały koszmarne składy. Teraz widzę sama po sobie, że domowe zdrowe jedzenie działa na mnie najlepiej. Mój brzuch jest wówczas płaski, cera promienna i chce mi się ruszać. Już wiem jaki rodzaj sportu jest dla mnie najlepszy, jakie aktywności powinnam włączać codziennie. Myślę, że weganizm spowodował, że jestem bardziej świadoma swojego ciała. Ponieważ zaczęłam się interesować przyczynami moich dolegliwości, rozmawiać z lekarzami medycyny naturalnej, którzy patrzą holistycznie na organizm, teraz lepiej rozumiem swój organizm.

tattoooo

Niedobory?

A figa z makiem! Nie ma! Robię sobie badania regularnie i jest naprawdę dobrze. Jedynie nad witaminą D3 muszę popracować, bo jest trochę za niska (ale nadal nie jest to niedobór). Poza tym morfologia, hormony tarczycy, kreatynina, B12, kwas foliowy, ph moczu są w porządku. Robiłam również jakiś czas temu densytometrię (metoda obrazowania gęstości kości) i dzięki temu wiem, że uwapnienie kości mam bardzo wysokie. Takich dobrych wyników nie miałam przed przejściem na weganizm. Pamiętam jak chciałam oddać krew i po wstępnych badaniach w Stacji Krwiodawstwa powiedzieli mi, że powinnam iść prędko do lekarza i wyleczyć anemię. Załączam Wam ostatnie badania krwi jakie robiłam w Szwecji. Do tego miałam badany kwas foliowy ( 30 nmol/L norma 7-45) oraz witaminę B12 (334 pnmol/L norma 100-450).

wyniki1

Szufladkowanie

Przez te 3 lata spotkałam się z wieloma negatywnymi słowami na temat wegan. Przede wszystkim na pierwszy plan wychodziło krytykowanie osób, które nie jedzą w ten sposób. Jestem daleka od zaglądania komuś do talerza. Nie mnie oceniać, czy ktoś je mięso, nabiał, czy śmieciowe żarcie. Twoje ciało, Twoja sprawa, czym je karmisz. Było mi przykro kilka razy, kiedy spotkałam się agresją w dyskusji i skończyło się na łzach i nerwach, bo oczywiście broniłam wegan jako osób pełnych empatii i o wielkich sercach. Szkoda, że nie widać tego na forach wegańskich. Do dziś nie rozumiem tego doszukiwania się drobiazgów, żeby tylko komuś dopiec. Nie chcę przytaczać konkretnych przykładów, ale nie raz zadziwiał mnie poziom wypowiedzi niektórych osób. W takich momentach zastanawiam się, czy nie przyjąć postawy mojego męża, który nie je mięsa, nabiału i odrzuca wyroby odzwierzęce, jednak nie chce aby mówić o nim „weganin”. Twierdzi, że jest człowiekiem świadomym i świadomie dokonuje wyborów, bez nadawania sobie etykietek.

cera

Co dalej?

Tak jak napisałam powyżej, mam w głowie różne myśli, jednak wiem, że dieta roślinna i eliminowanie produktów odzwierzęcych to moja droga. Na ten moment z moich skórzanych butów pozostały jedynie drewniaki ze skórzanymi paskami, ramoneska (dojrzałam w końcu do jej sprzedania) oraz kilka swetrów i kapeluszy z domieszką wełny. Resztę bez żalu sprzedałam. Robię wszystko powoli, dlatego, że nie stać mnie, aby wszystko zastąpić wegańskimi odpowiednikami. Uważam, że tak jest najlepiej. Dla mnie weganizm nie jest czymś na pokaz i nie muszę się obklejać znaczkami i etykietkami VEGAN, żeby pokazać, że taka filozofia życia jest mi bliska. Poza blogiem toczę normalne życie, które chciałabym, aby powoli stawało się wolne od produktów odzwierzęcych, które towarzyszyły mi ponad 20 lat.

Są tu ze mną weganie? Ile miesięcy lub lat jesteście weganami? A może chcecie zostać, ale macie jeszcze obawy? Dajcie znać, że jesteście ze mną! <3

Veganama Opublikowane przez:
  • Świetnie się czyta i aż zaczynam myśleć, ze może weganizm to kolejny krok <3

  • Dorota Zawadzka

    Trzymam kciuki za.Twoje zdolności negocjacji w stosunku do męża,by więcej było przepisów i jadlospisow 🙂 jestem wegetarianka od 11 lat,jem jednak dużo nabiału i choć znam roślinne sery śmietany itp to wciąż wydaje mi się to trudny temat.. tym bardziej przy rocznym dziecku.. stąd marudzenie o jadłospis 🙂
    Dzięki za podzielenie się doświadczeniem!

  • Ja byłam weganką przez 3 lata, w ciąży wróciłam do jedzenia nabiału i jaj. Obecnie coraz bardziej ograniczam produkty nabiałowe (podobnie jak Ty, mam bez nich więcej energii), czasami (zwłaszcza przy lekturze Twojego bloga) pojawiają się myśli, żeby wrócić do weganizmu… 🙂

    • Ojej niesamowicie mi miło <3 Na mnie też kiepsko działa gluten (zamulająco, cera zaraz reaguje), więc unikam. A wróciłaś do nabiału i jak ze względu na ciążę? Czy były jeszcze inne powody?

      • W sumie nie miałam jakiś zdrowotnych wskazań… Wróciłam do nabiału pewnie trochę z lenistwa, trochę z obawy o reakcję najbliższego otoczenia (rodzice na pewno by mi suszyli głowę, że weganizm może się odbić na dziecku, mają bardzo tradycyjne podejście do jedzenia i z moim wegetarianizmem, później weganizmem zawsze czułam się jak jakiś żywieniowy freak, na szczęście mąż jest bardzo tolerancyjny 😉 Myślę, że jakbym się bardzo uparła to bym pokonała te „przeszkody” i była mamą weganką. Więc podsumowując stwierdzam, że wtedy po prostu miałam taką ochotę wrócić do nabiału (a z zachciankami ciężarnych się nie dyskutuje):)

        • Nie no wiem jak jest, każdy ma swoje obawy. Ja również je miałam, zarówno w ciąży jak i podczas karmienia.

          Co do zachcianek… Z nimi się nie dyskutuje 😀

  • To Twój mąż Marto ma bardzo piękne podejscie. Też nie lubię tych etykiet, choć wiem, że wtedy łatwiej trafić do grupy docelowej. Choć w tych grupach są z resztą tak jak piszesz różne osobowości. Najważniejsze aby nam samym było dobrze z tym jak żyjemy. Piękne i wartościowe zmiany. Z całego serca gratuluję 💚

    • No właśnie co raz bliżej mi do takiego podejścia 🙂 Najważniejsze nie jest nazewnictwo, tylko to jak żyjemy poza blogiem, instagramem, czy jak nikt nie patrzy. Dziękuję Daria <3

  • Ja jestem weganką rok i dwa miesiące i kocham ten styl życia 🙂 Jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam! 🙂
    P.S. Na jakiej stronie można sprawdzić ile zwierzątek sie uratowało? 😉

  • Kasia

    nie jem mięsa od 1,5 roku, na dietę wegańską przeszłam około 4 miesiące temu. Zdarza mi się jeszcze spożywać produkty mleczne będąc poza domem np. podczas wyjazdów służbowych, gdzie wybór jest mocno ograniczony. Lecz w domu odeszłam od tych produktów całkowicie. W swoim świadomym wyborze najbardziej lubię to, że nie tylko jestem poza machiną śmiercionośnych przemysłów, ale jestem zafascynowana odkrywaniem nowych smaków 🙂 Do tego służą mi oczywiście blogi. Lubię to. Szkoda tylko, że innym problemem jest chemia w żywności roślinnej. Nie stać mnie na produkty ekologiczne, w tym temacie czuję się bezradna.

    • No i to jest świetna postawa! Wiem jak jest na wyjazdach. Ja jak nie mam czasu na przygotowywanie posiłków i jestem w biegu, to zdarza mi się jeść na mieście i sięgać po gotowce (czego unikam będąc w domu). W Szwecji jest duża dostępność ekologicznych produktów (najczęściej kupuje na promocjach, wówczas ceny są często niższe niż tych standardowych), ale nie wszystkie warzywa i owoce są dostępne w tej opcji. Trzeba szukać.

  • Ja już jakieś 3-4 lata temu zaczęłam wyrzucać ze swojej diety gluten, nabiał i jajka, ze względu na nietolerancję i chorą tarczycę. Jednak dalej jadłam mięso i ryby, był to okres, kiedy myślałam o weganizmie, ale moje otoczenie chyba by mnie ukamieniowało, że znów coś wymyślam i będę jeszcze bardziej szczupła (byłam bardzo, bardzo chudziutka). Na diecie wegańskiej jestem od prawie 1,5 roku i ku zdziwieniu innych, właśnie w tym okresie wróciła do wagi, którą miałam przed przygodami z jej gubieniem! Rzadko spotykam się z negatywnymi opiniami otoczenia, ale to może dlatego, że nikogo nie krytykuję i zawsze staram się niczego nie narzucać, bo wiem, że sama, jeszcze nie tak dawno, mięso jadłam. Czy mam obawy? Czasami tak, ale to dlatego, że obecnie każdy ma inne teorie. Z każdej strony faszerowani jesteśmy wiedzą specjalistów, którzy sami sobie zaprzeczają i tak naprawdę ciężko znaleźć ten złoty środek, równowagę… Jednak dieta roślinna zdecydowanie mi nie szkodzi! Wyniki badań w normie, choć problemy z tarczycą dalej się ciągną. Chyba nigdy nie miałam tak dobrego poziomu żelaza! 😉
    Ja dalej szukam siebie i swojego, idealnego sposobu odżywiania, ale przy weganizmie jak na razie zostaję (plus dieta w dużej mierze bezglutenowa). Jeżeli problemy zdrowotne mnie do tego nie zmuszą, nie mam zamiaru z niego rezygnować, a do mięsa już raczej nie wrócę, przynajmniej bardzo bym tego nie chciała. Jestem szczęśliwa, czuję się lżej psychicznie oraz fizycznie i coraz więcej widzę, rozumiem, chłonę, a chyba o to w tym wszystkim chodzi! Buźka ;*

    • U mnie ciągle z tym glutenem problem. Wiem, że mi nie służy, ale co pewien czas się skuszę :/
      Co do specjalistów…ach nie musisz mi tego mówić, można się pogubić. Ostatnio słyszę sprzeczne informacje o bananach, oleju kokosowym, orzechach…

      Cieszę się, że jesteś na dobrej drodze! I brawa za ten bezgluten. Zapytam tylko, czy jadasz przetworzone produkty bezglutenowe, czy raczej „naturalnie” bezglutenowe?

      • Jadam głównie naturalne produkty bez glutenu, jest ich tak dużo! Ziemniaki, kasza gryczana jaglana, komosa ryżowa, makaron ryżowy, bataty, amarantus, płatki owsiane/gryczane/jaglane, maki: jaglana, z ciecierzycy, gryczana, kokosowa… Te gotowce ze składem, którego nie rozumiem, raczej zostawiam na półce sklepowej. 😉 Czasami zjem coś w restauracji, ale szczerze mówiąc, wolę wybrać pełnoziarnistą bułkę niż sztuczną bez glutenu. Podchodzę do tego racjonalnie i z dystansem, jak do wszystkiego w życiu.
        Pozdrawiam Cię cieplutko i kurczę, nie dajmy się zwariować! I tak robimy naprawdę dużo i myślę, że obie, żyjemy całkiem świadomie. 🙂

  • Wow, to już 3 lata! Świetnie że ten wybór tak dobrze wpłynął na Twoje życie całościowo, na różne jego aspekty 🙂 I to jest wspaniałe, że żyjesz zgodnie ze sobą, pokazujesz że tak też można i nie trzeba się obawiać o zdrowie itp, a mimo to nic nie narzucasz. Rozmawiasz ze mną, mimo że w ciąży nachodzi mnie dzika ochota na mięso 😉 nie szufladkujesz.. i to jest cudowne i za to ogromnie Cię cenię <3

    • Nooo zleciało 😛 Dziękuję Madziu. Nie narzucam, oczywiście, że nie. Sama nie lubię jak ktoś stara się narzucić swój sposób odżywiania mojej osobie, także działam tak, jak sama chciałabym być traktowana 🙂 Jak będziesz jadła mięso to nie zrezygnuje ze znajomości z Tobą 😛 Nie ma tak łatwo 😉

      • uff! ale ja mam nadzieję zrezygnuję z jedzenia mięsa 😉 czuję że do życia mi nie jest potrzebne, teraz mam tylko takie fazy ale podejrzewam że miną 🙂

  • Nie jestem weganką, ani wegetarianką, z drugiej jednak strony nie jadam też bardzo dużo mięsa, wręcz przeciwnie, bardzo mało go w mojej diecie i myślę, że to może być dobra baza wypadowa do całkowitej eliminacji produktów odzwierzęcych… I wiesz, czytałam ten post i im bliżej było końca, tym większy uśmiech miałam na twarzy 🙂 Tak pięknie piszesz o weganiźmie, że nie da się inaczej zareagować 🙂 Nie da się ukryć, że weganizm, w ostatnich ok. 2 latach, robi furorę i nawet jak się nie chce, to się o nim słyszy, a to zmusza do zastanowienia się nad tym czy oby na pewno to nie jest ta drogą, którą powinno się pójść dalej… Przynajmniej jeśli chodzi o moją osobę.

    • Och dziękuje bardzo! Miło mi, że tak uważasz 🙂 Mody są, przemijają, a Ci co naprawdę to czują zostają przy swoich przekonaniach, także rozumiem wątpliwości. Grunt to do każdego sposobu odżywania podejść z głową, poczytać, skonsultować się ze specjalistą w razie potrzeby.

      • Masz rację! Nie ma co podążać ślep za modą. Tzn. nie mam nic przeciwko, aby rozważać poddanie się trendom, ale właśnie tak jak piszesz, z głową i po konsultacjach 🙂

  • Bardzo inspirujace. Dziekuje.

  • Przepiękny wpis! Ja,jak wiesz weganką nie jestem,choć w codziennej diecie mięso mam ograniczone do minimum…praktycznie go nie kupuje,nabial wyeliminowany w dużym stopniu…uwazam ze zywie sie bardzo zdrowo,zreszta zdrowy styl zycia i wellness to cos co promuje…przede wszystkim, co waznego napisalas i z czym się zgadzam,to filozofia Arka.bo ja sama nie msm potrzeby przynalezenia do grup,gdzie predzej czy pozniej zaczyba sie ocdnianie.Brak etykietowania i robienie swoje-to jest mi bliskie..bo powiem ci szczerze,to jest coś,co mnie odstrasza…agresja wśród ludzi,ktorzy nie akceptuja,ze wszyscy jestesmy inni..miesozercow atakaujacych wegan oraz wegan patrzacych z wyzzszoscia na miesozercow albo nawet krytycznie oceniajacych innych wegan,typu: „jestes weganka,a pozwolilas sobie zjesc lyzeczke miodu?”..to jest takie smutne.A wiadomo,ze nie wprowadzi sie wszystkich zmian na raz,tak jak np.piszesz o swojej szafie…i takie podejscie Twoje a w szczegolnosci Arka ,bez etykietowania jest mi bliskie..bo wtedy wiadomo,ze zmiany wyplywaja z potrzeby serca,swiadomosci, odpowiedzialnosci,a nie z potrzeby checi przynalezenia do modnej grupy „wegan”..gratuluje i buziaki raczku :***

    • Twoja dieta jest świetna! Często pokazujesz mi swoje zdrowe warzywno owocowe zakupy, a przepisy, które masz na blogu tylko o tym świadczą, że wiesz co dobre! Dla mnie bomba! Szufladki, ach te szufladki, niby mają być pomocne, a często tylko szkodzą… Buzi Martusiu! Dzięki za komentarz <3

  • Agnieszka

    U mnie to śmieszna historia, bo przyjaciółka wciągnęła mnie w dietę bezmięsna a dzięki temu poznałam mojego obecnego partnera :). Z biegiem czasu przyjaciółka wróciła do mięsa a ja zostałam. Tak minęło już półtora roku. Nadal ciężko mi zrezygnować z miodu, jajek i mozzarelli, ale myślę że to tylko kwestia czasu. Żałuję tylko, że nie robiłam sobie żadnych badań „przed” dla porównania. Ale też zauważyłam, że mniej choruje. Jeśli chodzi o odbiór to jest różny. W pracy ludzie są na różnych dziwnych nietolerancjach (np. na ziemniaki!), więc na nikim nie robi to wrażenia. A wśród znajomych bywa różnie. Niektórzy się dziwią, że w takim razie co ja jem, ale usłyszałam też „O super, to musi być bardzo zdrowe”. Ale podobnie jak Twój mąż nie lubię szufladkowania i chelpienia się. Po prostu nie jem mięsa i czuję się z tym dobrze.

    • O wow świetna historia z tymi Waszymi początkami! O nietolerancji na ziemniaki nie słyszałam. No właśnie powiem Ci, że ja też jestem co raz bardziej przychylna podejściu mojego męża. Szufladki tylko ograniczają :/

  • Pingback: Cowspiracy | Chatka Baby Jogi()

  • Dzięki za Twoje podsumowanie, jest to bardzo inspirujące.

  • Nie jestem w pełni weganką, jem roślinnie już prawie rok, nie pamiętam dokładnie kiedy, nabiał i przetwory mleczne odstawiłam w maju 2015 to pamiętam. Jem czasami jajko, czasami rybę, ale staram się rzadko, może raz w tygodniu. Czuję się dobrze, moje ciało również wygląda dobrze. Zrobiłam badania krwi i ja akurat mam wit. D3 lekko poniżej normy tak samo wit. B12, czy Ty suplementujesz wit. B12 codziennie? Muszę się udać na wizytę kontrolną by lekarz dobrał mi odpowiednią dawkę. Reszta jak cholesterol, potas, wapń, magnez, kw. foliowy itd. mam w idealnej normie.

    Noszę skórzane buty, kurtkę i torebki czy wełniany płaszcz i sweter. Z butami to jest tak, odkąd noszę skórzane to mi się stopy nie pocą, nie bolą itd. a mam płaskostopie poprzeczne, no i są trwałe. Niestety na sztuczne buty zawsze narzekałam, może nie trafiłam na dobrej jakości. Więc fajnie byłoby poczytać o takich szczerze polecanych przez innych.

    • Tak, ja suplementuję witaminę B12 codziennie.

      Ja też mam płaskostopie (jedne i drugie), także wiem jak jest z butami. Aktualnie zimą nosze głównie kalosze z ocieplaczami. Pisałam o zimowo/jesiennym obuwiu tutaj :
      http://veganama.pl/weganskie-buty-na-jesien/

      • Na zimę mam akurat buty z Ecco już teraz będzie 5 lat, akurat ze sztucznego tworzywa i są ciepłe i cały czas w dobrym stanie. Szkoda tylko, że oni tak mało produkują butów, które by wpasowywały się w mój gust:/ Ale może kiedyś znajdę.
        Oo sandały mam gumowe z Mel by Melissa i też polecam:)

  • Miałabym problem z nazwaniem się wegetarianką czy weganką – mam podejście do nazw i szufladkowania podobne do Twojego męża. Właściwie to mięsożerna nigdy specjalnie jakoś nie byłam. Miałam okresy wegańskie i wegetariańskie trwające po kilka lat. Teraz znosi mnie znowu w stronę weganizmu 🙂
    Sądzę, że najważniejsze to żyć świadomie nie zamykając oczu na to skąd pochodzi i jaka jest prawdziwa cena tego co ląduje na talerzu oraz słuchać swojego organizmu.
    Pozdrawiam ciepło z mokrego, jesiennego Wiednia

    • No i ja jestem temu coraz bliższa mentalnie. Jednak nadal odpowiadam twierdząco na pytania „Czy jesteś weganką”.
      Zgadzam się z Tobą i bardzo ważne jest to co napisałaś o słuchaniu swojego organizmu. Ja czasem nie sięgam po niektóre produkty, bo mój organizm mi podpowiada, że to nie dla mnie.

      Ściskam z zasypanego śniegiem Sztokholmu! 🙂

  • Kasia Knap

    Jak milo przeczytac taki wpis, a przedewszystkim te komentarze o brakku etykietek. Jestem wegetarianka od 8 lat, a od 3 weganka, jednak gdy bylam w ciazy zdarzylo mi sie jesc jajka bo mialam na nie wielka ochote (wlasciwie przez pewien czas tylko na jajka) i teraz kiedy karmie tez zdarzaja mi sie odstepstwaa od weganizmu. Mam jednak z tym problem, bo juz zdarzylo mi sie uslyszec komentarze „a nie mowilem, a jednak sie nie da” itp. itd. Moje dzieci sa malutkie i czasem tez zjedza gdzies poza domem jakis nabial lub jajko. Dla mnie to nie problem ale poniewaz jedynym weganinem jakiego znam jest moj maz to dziekyje za krzepiace wpisy. Oby moje corki mogly wybierac co chca nie martwiac sie o etykietki.

    • A tak! Wiem jak jest! Ja mam tak z glutenem. Bardzo unikam, ale zdarza mi się, że coś „zakazanego” zjem i wtedy też usłyszę 😉

      Ja też mam taką nadzieję, że świadomość ludzi będzie się zmieniać i nasze córki będą mogły żyć swobodnie bez etykietek! Ściskam :*

  • Właśnie Cię odkryłam szukając inspiracji i blogów o prostszym życiu i miłości do zielonego. Jak pięknie! Tak autentycznie, tak prosto i dobrze. Chce się zostać i czytać. Serdeczności:)

  • Ostatnio prawie odstawiłam czerwone mięso. Czuję się lepiej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają mi, że powinnam spróbować wegetarianizmu. Będę tu częściej zaglądać 🙂

  • Anna Bętkowska

    Właśnie dzisiaj mój tata jedząc u mnie (wegański) obiad powiedział do siedzącego pod stołem psa: „nie Czikuniu, tutaj mięsa nie dają” 🙂 Usłyszałam jeszcze komentarze typu „nic dziwnego że on (mój synek) jest chory” oraz „to twoje mleko jest bezwartościowe” Chyba się już na takie teksty uodparniam – nie dyskutuję, nie próbuję przekonywać do swojej racji, po prostu dalej robię swoje 🙂

    • Hehe no tak, dla początkujących wegan takie docinki mogą być krzywdzące :/ Ale mnie rozbawiły, tak jak i Ciebie podejrzewam? 😉 Każdy ma prawo do swoich racji, nie ma co dyskutować. Uśmiech i robimy swoje 😀 Ściskam Aniu