26 tydzień

W tym tygodniu się nie rozpiszę, bo choroba zabrała mi większość sił witalnych. A nie zapowiadało się. Bo zaczęło się aktywnie. Zapisałam się na siłownię! Na koniec szóstego miesiąca ciąży! A co mi tam. Zdecydowałam się z kilku powodów. Po pierwsze chciałam odmiany od treningów domowych, szybko się nudzę, a chciałam wytrwać w ćwiczeniach jak najdłużej w ciąży. Po drugie mogę chodzić do klubu z Matyldą, ponieważ jest tam klubik dla dzieci, w którym można zostawić dziecko na 1,5 h jednorazowo, a 10 h łącznie tygodniowo. Na początku bałam się czy Mati nie będzie miała problemu z tym, że ją tam zostawię z obcymi osobami. Jak bardzo się zdziwiłam! Od razu zainteresowała się innymi dziećmi i zaczęła rządzić zabawkami. Pierwszy raz na treningu nie umiałam się skupić do końca, bo myślałam jak ona sobie tam radzi i zaglądałam przez szybę do klubiku. Jednak jak już ją odbierałam, opiekun powiedział, że radziła sobie bardzo dobrze i mogę ją zostawiać częściej. Niestety wiele się nie nachodziłam, bo złapała mnie choroba. Jak się później okazało jakiś wirus. Zaczęło się niewinnie od lekkiego bólu gardła. A później ból się tylko nasilał, doszedł ból mięśni i katar. Na szczęście nie miałam gorączki. Ale chorobę zniosłam ciężko. Praktycznie przeleżałam w łóżku. Mąż przez to pracował w domu i zajmował się Matyldą, bo ja nie byłam w stanie funkcjonować. Ze względu na ciążę, ale i moją niechęć do lekarstw, nie brałam żadnych medykamentów. Leczyłam się naparem imbirowym, świeżym czosnkiem dodawanym do czego się da i dużą dawką witaminy C.

W międzyczasie mąż zrobił mi niespodziankę i kupił mi bilety do Polski!! Zbierałam się, zastanawiałam. A to termin mi nie pasował, a to bilety za drogie. A jak były tanie połączenia to znów za długo musiałabym zostawiać Arka z Matyldą. Nie chciałam z nią lecieć, żeby podczas lotu nie siedziała mi na brzuchu, a z drugiej strony wiedziałam, że jak mąż zostanie z nią w domu, będzie miał zdecydowanie utrudnioną pracę. Więc już sobie dałam spokój, a tu niespodzianka i na maila przyszyły mi bilety lotnicze. Kochany Arek!

W związku wizytą w Polsce miałam stres z tą chorobą. Nie chciała odpuścić, więc postanowiłam iść do lekarza. Ponieważ nie byłam zarejestrowana w żadnej przychodni, ze względu na rzadkie chorowanie nie widziałam takiej potrzeby, nie dostałam się do pobliskiej przychodni i pojechałam na izbę przyjęć do najbliższego szpitala. Zostałam przyjęta w ciągu 15 min od zgłoszenia się w rejestracji. Miłe zaskoczenie, bo spodziewałam się mega kolejek do jakich byłam przyzwyczajona na ostrych dyżurach w Polsce. Sam szpital zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Nowoczesny, miła atmosfera, personel uśmiechnięty i pomocny, sprawił, że nie stresowałam się jakoś strasznie, jak to bywało ze mną zazwyczaj w takich miejscach. Po rozmowie z lekarzem i wstępnym badaniu miałam pobraną w pokoju zabiegowym próbkę krwi z palca, wymaz z gardła i zmierzone ciśnienie. Po 10 minutach były już wyniki badań i lekarz znów zaprosił mnie do swojego gabinetu na diagnozę. Tak jak wspomniałam wcześniej okazało się, że to wirus. Uff…Na to żadnych leków nie ma, z resztą w ciąży branie jakichkolwiek piguł nie jest wskazane. Jedynie doktor zapisał mi syrop na uporczywy kaszel, który mnie męczył. Ze względu na zbliżający się lot, postanowiłam go wykupić, żeby już się nie stresować i lecieć w zupełności zdrowa. Ku mojemu zdziwieniu nie dostałam, żadnej recepty, karteczki z dawkowaniem. Jak poprosiłam o to, lekarz powiedział z uśmiechem na twarzy, że wystarczy iść do obojętnie jakiej apteki, podać swój dowód i farmaceuta będzie wiedział wszystko. Jakie to proste. Oczywiście, mam nadzieję, że wizyty w szpitalu nie będą zdarzały się często, ale zawsze dobrze wiedzieć na przyszłość jak to wszystko funkcjonuje.

 

26

  • Który to tydzień
    26
  • Waga
    69,5 kg ,czyli 9 kg od wagi wyjściowej. Liczby są bezlitosne!
  • Wymiary
    95-81-92 (nie powiększam się znacznie od jakiegoś czasu, chociaż waga mówi inaczej)
  • Ubrania
    W tym tygodniu głównie piżama, ze względu na chorobę. Jednak zanim położyłam się do łóżka na kilka dni, udało mi się pójść na siłownię i ku mojemu zdumieniu ciuchy sprzed ciąży były dobre. Czad! Bałam się, że może być za ciasno w spodniach o rozmiarze 36, ale opuszczone poniżej brzucha leżały bardzo dobrze i nie ściskały. Bluzki i topy sportowe, również dawały radę, chociaż opinały się na brzuchu, ale nie wyglądało to źle (mam nadzieję). Byłoby super, gdybym do końca ciąży nie musiała kupować nic luźniejszego, bo później co z tym zrobię.
  • Rozstępy
    Żadnych nowych…
  • Zachcianki
    Brak
  • Mdłości
    Brak
  • Ćwiczenia
    Zapisałam się na siłownię! Wohoo! Złapałam bakcyla po wakacjach na treningi poza domem. Chyba potrzebowałam odmiany. Wykupiłam członkostwo na rok, z uwzględnieniem zamrożenia konta na czas chwilę przed porodem i połogu.
  • Sen
    Chciałabym umieć spać podczas choroby. Jednak jak źle się czuje nie umiem. W nocy niestety budziłam się, ze względu na zatkany nos, więc sielanka senna została zakłócona.
  • Energia w ciągu dnia
    Brak totalny, choróbsko tak zaatakowało, że nie byłam w stanie zająć się dzieckiem czy zrobić coś dobrego do jedzenia. We wszystkim pomagał mi kochany mąż.
  • Nastrój
    Poza pierwszymi dniami, kiedy naładowałam się endorfinami na siłowni, kiepski. Chyba nikt nie lubi chorować, a ja to już w ogóle.
  • Co mnie drażni
    Bezsilność, słabość organizmu, leżenie plackiem w jednym miejscu.
  • Co mnie cieszy
    Mąż! Bez jego pomocy nie dałabym rady. Na szczęście ma taką możliwość, żeby pracować zdalnie z domu, więc poświęcił się i kilka dni pomagał mi z Matyldą i przygotowywaniem posiłków. Poza tym perspektywa wyjazdu do Polski powoduje, że jeszcze potrafię się do niego w tym wszystkim uśmiechnąć.
  • Za czym tęsknię
    Za normalnym funkcjonowaniem. Nie lubię leżeć w łóżku i nic nie robić. Najgorsza jest ta bezsilność, kiedy chce się być aktywną, a organizm nie pozwala.
  • Ruchy Kropeczki
    Oj tak. Rozkręciła się dziewczyna! Mój biedny pęcherz to jej ulubione miejsce do kopania. Poza wyraźnym odczuciem ruchów wewnątrz brzucha, widać je również na zewnątrz. Jest to dla mnie nowość, bo przy Matyldzie tak nie miałam. Także jak tylko się położę, obserwuję. Cudowne wrażenia.
  • Płeć
    Ponieważ, mąż ma decydujące zdanie o imieniu córeczki, ciągle trzyma mnie w niepewności, a ja już nie mogę się doczekać.
  • Przewidywana data porodu
    10.08.2015

M.

Veganama Opublikowane przez: