25 tydzień

Wakacje, ach wakacje! Tego było mi trzeba. Tym razem padło na Majorkę. Podróż zaczęliśmy bardzo wcześnie, gdzieś o 2:00 w nocy pobudka, spacer do nocnego autobusu, jadącego do centrum i dalej już do autobusu jadącego bezpośrednio na lotnisko Arlanda. Na początku te przejazdy wydawały się dla mnie koszmarem, ale finalnie, wyszło szybko i sprawnie. Autobusy jak to w nocy prawie puste, zatrzymywały się na nielicznych przystankach i można było spokojnie się zmieścić z bagażami. Na lotnisku również sprawnie, kolejek praktycznie nie było. Wózek kazano nam zdać jako bagaż specjalny, więc po lotnisku poruszaliśmy się ogólnodostępnymi spacerówkami lotniskowymi. Ogromne ułatwienie i mega wygodna sprawa. Zakupy na wolnocłówce żadne, bo okazało się, że w Szwecji na lotnisku można było jedynie kupić alkohol wyjeżdżając poza Unię Europejską, także mąż nie poszalał. Sam lot na Majorkę oceniam dobrze. Spodziewałam się jedynie więcej miejsca na nogi, miałam wrażenie, że jak lecimy większym samolotem, to będzie bardziej komfortowo pod tym względem niż w Ryanair. Obsługa bardzo miła, choć zdziwił mnie wiek. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale personel przed 50-tką był dla nas niecodziennym widokiem. Jeżeli chodzi o mnie, to lot zniosłam dobrze. Matylda trochę się wierciła, ale praktycznie cały lot spędziła na kolanach taty, także na szczęście nie naciskała mi na brzuch. Dzidzia brzuszkowa była spokojna, więc i ja starałam się zrelaksować przez te 3,5 h. Natomiast, jeżeli chodzi o lot powrotny, niestety nie obyło się bez dramatu. Matylda gdzieś po 1,5h chciała spać, ale było jej nie wygodnie i zaczął się ryk. Nie pomagało chodzenie z tatą na rękach, przytulanie, jedzenie, picie, zabawki. Nic. Po jakiś 30 min zasnęła mi na rękach i udało się jakoś przetrwać ten lot, ale nie ukrywam, że było to stresujące dla nas wszystkich. Zdawałam sobie sprawę, że mogło być to uciążliwe dla współpasażerów, sama nie lubię jak ktoś/coś przeszkadza mi w podróży. Jednak ludzie siedzący dookoła okazali się bardzo tolerancyjni, próbując na pomóc w tej kryzysowej sytuacji. W następnym poście opowiem trochę o hotelu, zwiedzaniu Majorki i przedstawię małą fotorelację.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

  • Który to tydzień
    25
  • Waga
    69 kg ,czyli 8,5 kg od wagi wyjściowej.
  • Wymiary
    95-81-92
  • Ubrania
    Na wakacjach ze względu na temperaturę nosiłam wyłącznie sukienki. Świetnie się w nich czuję, a ponieważ przy tych temperaturach nie trzeba nosić rajstop to już w ogóle raj. No i płaskie buty. Japonki albo balerinki. Na plażę miałam dwuczęściowy kostium kupiony przed ciążą. Klasyk, czarne bikini. Byłam pod wrażeniem, że się w nie zmieściłam i leżało bardzo dobrze. Do zestawu basenowo- plażowego miałam lekkie kimono/narzutkę. Taka mgiełka, żeby zasłonić się przed słońcem. Żadnych rzeczy ciążowych nie brałam i nie kupowałam.
  • Rozstępy
    Żadnych nowych…
  • Zachcianki
    Brak
  • Mdłości
    Brak
  • Ćwiczenia
    No i tutaj korzystałam ile się da. Ponieważ w Szwecji nie chodzę na siłownię i zajęcia fitness, postanowiłam zrobić sobie odmianę od ćwiczeń domowych i poszłam 3 razy na jogę oraz w pozostałe dni na siłownię. Byłam trochę sceptycznie nastawiona do jogi hotelowej, ale okazało się, że instruktorka miała pojęcie i dała niezły wycisk. Na siłowni pustki. Nie było ani razu nikogo, więc swobodnie robiłam sobie trening kardio i lekki siłowy.
  • Sen
    Super, wysypiałam się jak zwykle, a widok morza i szum fal rano, sprawiał, że miałam od razu udany dzień.
  • Energia w ciągu dnia
    Miałam jej bardzo dużo, ale do czasu. Przy długich spacerach, a mieliśmy takich kilka, musiałam robić przerwy, bo pobolewało mnie podbrzusze. Nie chciałam robić nic na siłę, ale też nie rezygnować ze spacerów, więc najczęściej w okolicach obiadowych robiliśmy przerwę, żebym nabrała siły. Poza tym na wszystkich wycieczkach, jak zwykle chciałam być wszędzie, zobaczyć wszystko, także energii nie brakowało.
  • Nastrój
    A jaki może być nastrój na wakacjach. Cudowny. Byłam w swoim żywiole, mogłam zwiedzać, spacerować, trochę odpocząć na plaży, poćwiczyć, popływać w basenie i mieć czas dla siebie.
  • Co mnie drażni
    Chyba jedynie, że na tak krótki urlop się zdecydowaliśmy. Już po dwóch dniach mówiliśmy, że można było wziąć 2 tygodnie. Ale nie ma tego złego, już patrzyłam na nowe kierunki na przyszłość!
  • Co mnie cieszy
    Wszystko! Szczególnie widok z tarasu w pokoju. Cudownie było wypić kawę i zjeść śniadanie, słysząc szum morza i patrząc na nie. Pogoda dopisywała, także nie mogło być lepiej. Poza tym miło było mieć czas dla siebie. Wyjść sobie na siłownię czy zajęcia jogi lub po prostu zrelaksować się przy basenie, kiedy tata zajmował się Matyldą.
  • Za czym tęsknię
    Na wakacjach nie tęskniłam za niczym. Rozkoszowałam się tym czasem.
  • Ruchy Kropeczki
    Czuć jak najbardziej. Ruchy są co raz mocniejsze. Jednak częstotliwość jakby spadła. Był taki jeden dzień, kiedy córeczka też poczuła klimat wakacji i nie czułam jej ruchów. Oczywiście miałam od razu stracha. Na szczęście wieczorem przed snem przypomniała sobie, że mamusia potrzebuje tych słodkich kopniaków.
  • Płeć
    Dziewczynka, nadal nie mamy dla niej imienia. Choć są pewne typy.
  • Przewidywana data porodu
    10.08.2015

M.

Veganama Opublikowane przez: