2 lata na emigracji w Szwecji

20 września 2014 zapakowaliśmy nasz dobytek (a przynajmniej jego większą część) w samochód i rozpoczęliśmy wielką szwedzką przygodę.

oland23

Jak? Po co? Dlaczego?

Mnie do Skandynawii ciągnęło już od dawna. Już kiedyś wspominałam Arkowi jak to fajnie byłoby tam pojechać na wakacje, nie mówiąc o życiu na miejscu. Pamiętam jak nieśmiało sprawdzałam jak zdobyć tam pracę, czy ciężko nauczyć się języka. Temat pozostawiliśmy, ale ciągle siedziało mi to w głowie. Podświadomie czułam, że to miejsce dla mnie. Bliskość natury, minimalistyczny styl we wnętrzach, w ubiorze. Już mieszkając w Polsce podglądałam szwedzkie marki i żałowałam, że nie mam ich pod ręką. Wizualizowałam siebie w malutkim rudym domku, siedzącą przed domem w koszuli w kratę okrytą kocem i popijającą ciepłą herbatę. I wierzę, że przyczyniłam się trochę do tego co działo się kilkanaście miesięcy później.

Arek dostał propozycję pracy w Sztokholmie i trzeba było podjąć szybko decyzję. Jedziemy? No pewnie, że tak! Mnie długo namawiać nie trzeba. Na świecie była już Matylda, miała około roczku, więc był to dobry moment na zmianę miejsca zamieszkania (nie chodziła do przedszkola). Wiadomo, mieliśmy pełno obaw. Nie znamy języka, w internecie różne artykuły o emigrantach, o bezpieczeństwie. Jednak dopóki nie pojedziemy, nie sprawdzimy jak jest naprawdę, to nie ma co się nakręcać. Nie mogłabym sobie darować, że czegoś nie spróbowałam, przez jakiś artykuł w gazecie albo opinię znajomego.

10534221_980762278607602_1451216824570651604_o

Początki

Pamiętam jak Arek odbierał Matyldę i mnie z lotniska. Byłam delikatnie mówiąc przerażona. Znaki na drodze, których totalnie nie rozumiem, w radiu piosenka po szwedzku (ciekawe o czym?), tyle niewiadomych w mojej głowie. Co to będzie, przecież nikogo tu nie znamy, wszyscy znajomi i rodzina zostali w Polsce. Damy radę? Jedziemy i jedziemy, wszędzie dookoła lasy, natura, znak „uwaga na łosie”. Będzie dobrze! Widzę to już oczyma wyobraźni.

oland7

Największy problem miałam z przełamaniem się do mówienia po angielsku. W Szwecji praktycznie każdy zna ten język. więc z załatwianiem dokumentów, zakładaniem konta itp. jest łatwiej. Jednak ja miałam blokadę. Angielski znałam, ale mało używałam w Polsce, więc początki były bardzo stresujące. Pamiętam jak Arek kazał mi iść wymienić spodnie w sklepie (bo kupiłam zły rozmiar). Byłam wściekła, że musiałam to zrobić, ale on też wiedział, że jak pójdzie za mnie po raz kolejny coś załatwić to nigdy nie zacznę mówić po angielsku, a to bez sensu. Później dostawałam kolejne „zadania” i poszło. Na blogu znajdziecie post o tym jak odnajdywałam się podczas pierwszych miesięcy w Sztokholmie.

oland19

Ciąża w Szwecji

No właśnie! Jak dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży to czułam, że przede mną największe wyzwanie. Zupełnie nie wiedziałam jak to wszystko wygląda w Szwecji, a okazało się, że prowadzenie ciąży znacznie różni się od tego w Polsce. O ciąży i porodzie w Szwecji, pisałam już na blogu. Wspominam to bardzo miło i czułam, że byłam pod dobrą opieką. Jak się okazało moje największe obawy związane z prowadzeniem ciąży w innym języku (w dodatku wegańskiej), były zupełnie niepotrzebne.

23

To co, sielanka?

Trafiały do mnie co pewien czas głosy, że ja to się ustawiłam, że nie muszę nic robić. Arek zarabia, a ja sobie siedzę w domu i mam raj. Ale czy tak naprawdę to wygląda? No, nie do końca. Muszę przyznać, że to właśnie w Szwecji wzięłam się za siebie i za samorozwój. Postanowiłam, że założę bloga, nauczę się nowego języka, poświęcę każdą wolną chwilę swojej fotograficznej pasji, będę regularnie biegać (w planach był półmaraton). Powiem Wam szczerze, że wielokrotnie brakowało mi czasu, nie miałam chwili, żeby poleżeć do góry nogami i tak jest do dzisiaj. Także mit obalony!

Marta1

Jeżeli chodzi o pracę, finanse, koszty życia na miejscu, wynajem mieszkania… To wszystko też nie jest takie proste. Do pewnej „pozycji finansowej”, kontaktów, rozeznania rynku dochodzi się latami. To nie jest tak, że przylatujesz do Szwecji i praca leży na ulicy i kasa spływa z nieba. Oczywiście każda branża rządzi się swoimi prawami. Do jednych zawodów jest wymagana znajomość szwedzkiego, do innych nie. Jeżeli ja np. chciałabym wrócić do wykonywanego wcześniej zawodu, bez języka ani rusz.

lesny1

Z wynajmem mieszkania nie ma lekko, oj nie. Są spore wymagania od lokatorów. Najchętniej wynajmuje się parom bez dzieci i bez zwierząt. Trzeba wykazać odpowiedni dochód. My wszystkie nasze lokale zdobyliśmy przez ogłoszenia, gdzie musieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony. Ceny wynajmu są wysokie, więc znaleźć coś w dobrej lokalizacji, za rozsądne pieniądze nie jest takie łatwe. Nasze drugie mieszkanie, które lokalizacyjnie i finansowo było świetne, miało bardzo skromny standard (a my naprawdę nie jesteśmy specjalnie wymagający). Teraz mieszkamy w leśnym domku, standard jest lepszy, ale poświęciliśmy parę spraw, na rzecz życia blisko natury. To wszystko kwestia priorytetów.

Co się zmieniło?

Mogłabym rzec, że WSZYSTKO! Przede wszystkim ja się zmieniłam. Otworzyłam się na świat i na ludzi. Wcześniej wszystkiego się bałam. Bałam się wykazać inicjatywę, poprosić o pomoc nieznajomych, jeździć samochodem w obcym kraju, mówić w innym języku. Mam wrażenie, że to, przed iloma wyzwaniami stanęłam w Szwecji umocniło mój charakter. Nauczyłam się być bardziej elastyczna, dostosowywać się do sytuacji (co nie było łatwe, bo uwielbiam mieć kontrolę nad wszystkim i działać wg. założonego planu). Jeszcze bardziej pokochałam obcowanie z naturą i wiem już, ze mieszkanie w mieście nie jest dla mnie. Możliwość wyjścia boso przed dom i stąpania po mięciutkim mchu lub śniegu zimą jest doświadczeniem, które jest dla mnie cenniejsze niż bliskość galerii handlowej.

leśne2

Myślę, że emigracja spowodowała również wzmocnienie moich relacji z Arkiem. Kiedy nie ma się do pomocy rodziny (szczególnie do opieki nad dziećmi) trzeba dobrze ze sobą współpracować/planować, żeby realizować swoje projekty i codzienne obowiązki. Gdyby nie ogromna pomoc Arka, nie byłoby bloga, zdjęć, wyjazdów do Polski. Wszystko jest o wiele prostsze, kiedy ma się wspierającego partnera.

1537971_1024501117567051_132746881020436794_o

Widzę również na przestrzeni czasu, jak Matylda staje się coraz bardziej przebojowa. Dzięki temu, że podróżujemy do Polski, zwiedzamy Szwecję (na blogu między innymi relacje z Olandii, Uppsalli, Vaxholm, Dalarö, Trollskogen), odwiedzamy nasze rodziny, znajomych, Matylda dobrze znosi podróże (czy to samolotem, czy autem). Dobrze odnajduje się w nowym towarzystwie (w przedszkolu szybko się adaptowała w grupie) i nie ma oporów w kontaktach z dziećmi mówiącymi w innym języku. Na blogu pojawił się niedawno wpis na temat szwedzkiego przedszkola.

junibacken29

Co dalej?

Często odpowiadam na to pytanie będąc w Polsce. Otóż na ten moment zostajemy w Szwecji, zobaczymy jak będzie nam się żyło na miejscu przez kolejne miesiące i będziemy decydować. Chcielibyśmy zostać, ale w życiu bywa różnie, szczególnie, że my jesteśmy bardzo otwarci na różne propozycje i możliwości, także kto wie, co będzie za kilka lat. Nawet jeżeli mielibyśmy za jakiś czas wrócić do Polski lub wyjechać gdzieś indziej, to będę miło wspominać ten czas i ilość lekcji jakie tu otrzymaliśmy.

Veganama Opublikowane przez: