100 % weganin

Ostatnio dużo rozmawiam o wegańskim stylu życia i diecie roślinnej. Głównie poruszam temat polskich wegan, bo z nimi mam najwięcej styczności. Jestem na kilku forach wegańskich, śledzę blogi i konta na instagramie oraz wypowiedzi czytelników. I przychodzi mi na myśl od razu jeden tekst, który podchwyciłam od przyjaciela (ściski Arek!) „I PO CO TA ŻÓŁĆ?!”

Rozumiem, że w internecie ludzie łatwiej i odważniej wypowiadają się pod różnymi artykułami, postami, bo są bardziej anonimowi (choć coraz większej ilości osób, nawet to nie robi różnicy). Martwi mnie jednak ilość hejtu i agresji jaka pojawia się w tych wypowiedziach. Osoba, która nie wyrzuciła wszystkich skórzanych rzeczy po przejściu na weganizm- ZŁA. Osoba, która przez przypadek zjadła coś niewegańskiego (np. nie przestudiowała dokładnie składu sosu w kanapce)- HIPOKRTYKA. Osoba, która zużywa do końca swoje wcześniej zakupione niewegańskie kosmetyki lub co najgorsze kupiła takie nowe (umyślnie, bądź nieumyślnie)- NIE NAZYWAJ SIĘ WEGANKĄ.

Otóż ja do tych wszystkich „grzechów” się przyznaję. Z mojej szafy POWOLI zaczęły znikać skórzane rzeczy, aktualnie mam już tylko sandałki ze skórzanymi paskami, które kupiłam jakiś czas temu i nie zamierzam ich wyrzucić, póki się nie zniszczą lub kiedy nie poczuję potrzeby oddania ich lub sprzedania. Tak właśnie było ze skórzaną ramoneską, którą postanowiłam oddać, bo już nie czułam się z nią komfortowo (głównie przeszkadzał mi zapach skóry). Zdarzyło mi się przez przypadek zjeść coś, czego nie powinnam zjeść (głównie chodzi o kwestie nabiałowe) lub kupić kosmetyk, który miał w składzie np. wosk pszczeli (tak się zachwyciłam zapachem peelingu w Ministerstwie, że nie spojrzałam na skład). Czy to wszystko czyni ze mnie osobę, która nie powinna nazywać się weganką? Czy jestem hipokrytką, złą osobą, kłamczuchą i mój blog to jedna wielka fikcja? Czy osoba, która tak krytykuje innych, nie popełniła nigdy błędu, nie miała „wpadki”?

Ja weganką jestem od kilku lat, nie wiem jeszcze wszystkiego. Ciągle się uczę. Przyznaję, że nie sprawdzam składu kleju jakim są robione, buty które kupuję (nie mam wszystkich ze znaczkami Vegan). Nie wiem, czy takowy klej został wykorzystany przy produkcji mojej kanapy z IKEI. A Ty mój drogi 100% weganinie, wiesz to wszystko?

Staram się być najbardziej „wegańska” na ile mogę, to jednak najważniejsze jest dla mnie w tym wszystkim sumienie. Nie chcę oszukiwać siebie i żyć na pokaz. Wielokrotnie pisałam, że zdarzyły mi się wpadki, że nie wyrzuciłam wszystkich skórzanych ubrań, ani koca, który ma domieszkę wełny i był w leśnym domku, kiedy się do niego wprowadziłam. Nie zabrałam również mężowi, jego skórzanej torby na laptopa, którą on również chce sprzedać, bo mimo, że nie określa się WEGANINEM, to jednak wielu z nich mogło by brać z niego przykład. Dlaczego?

Jego droga jest moim zdaniem bardzo fajnym przykładem jak zmienić nawyki żywieniowe, dając człowiekowi wolną wolę, bez napierania, piętnowania i nazywania określeniami na „h” i „k”. Kiedy sami swoim stylem życia, rozmowami bez agresji i opowiadaniem o tym jak weganizm zmienił nasze samopoczucie i zdrowie, zachęcamy do zmian. Jemu ta droga zajęła trochę czasu, najpierw wyeliminował mięso. Czy spotkał się z ostracyzmem wegetarian z mojej strony? Oczywiście, że NIE! Dla mnie to i tak była wielka radość, że postanowił coś zmienić w swoim jadłospisie. Później przyszły kolejne rzeczy i powoli, powoli jadł już tylko roślinnie. Do tego bardzo szanuje jedzenie, stara się wykorzystywać wszystkie składniki do cna, nie wyrzucać żywności. Unika również gotowców, nauczył się gotować wegańsko. Jednak on weganinem nazywać się nie chce, bo nie lubi szufladek. Bardziej odpowiada mu określenie, że je roślinnie i jest świadomym konsumentem, człowiekiem, który ma wybór.

Często zdarza mi się spotykać wegan, którzy jedzą jedynie produkty roślinne, ale są to często produkty wysoko przetworzone, słodycze, fast foody, potrawy tłuste, zawierające olej palmowy itp. Ja tak nie jem i nikogo nie krytykuję, a przecież mogłabym. Mi się dostało kilka razy, za to, że przepis jaki wrzuciłam na bloga zawierał w sobie olej rzepakowy, czy mąkę, która zawierała gluten. Jest wiele teorii i zdań różnych specjalistów, ale nie uważam, że jak zrobię raz na jakiś czas daną potrawę z wcześniej wymienionym olejem lub zjem pizzę z pszenną mąką ekologiczną to robię coś złego. Musiałabym się chyba tym wszystkim oblewać i nacierać, żeby poczuć szkodliwość danego składnika. Oczywiście nie mówię tutaj o osobach, które mają uczulenia i nietolerancje (sama mam jakiś nieokreślony konflikt z pszenną mąką), jednak nie jestem alfą i omegą, wiem, że prawdy absolutne są tymczasowe i nie krytykuję dookoła moich znajomych, czy nie wypisuję na forach, jak to moje zdanie jest jedynym i najważniejszym.

Dajmy sobie trochę luzu. Niektórzy weganie decydują się na ten styl życia ze względów etycznych, bronią praw zwierząt, są aktywistami. Drudzy (w tym np. ja) zaczynają swoją przygodę z weganizmem, ze względów zdrowotnych, poznając wpływ jedzenia na zdrowie. Inni np. bo widzą, że można znacznie poprawić swoje wyniki sportowe, czy „bo taka jest moda”. Czy tak naprawdę każdy z nas musi być taki sam i myśleć tak samo? Chyba czasem zapominamy, że temu wszystkiemu przyświeca jeden cel i zamiast podchodzić do siebie z empatią i zrozumieniem to krytykujemy siebie nawzajem, a mięsożerców traktujemy jak… no właśnie jak?

 

Rozmawiałam z wieloma osobami, które jedzą mięso i może próbowali by bardziej eksperymentować z nowymi nawykami żywieniowymi, ale po pewnych rozmowach i styczności z wegańskim światem zrazili się. Kiedy spotkali się krytyką ze strony wegan lub kiedy weszli na grupę na facebooku i po zadaniu pytania uzyskali agresywne i prześmiewcze odpowiedzi to im się odechciało. Nie chcą się utożsamiać z czymś takim. Dziwicie się? Z obserwacji moich bliskich i znajomych wynika, że lepiej działa dawanie dobrego przykładu (jak górnolotnie to nie zabrzmi). Nie namawiania na siłę do swojego światopoglądu. Nie krytykowania, że je inaczej, niż my. Chodzi raczej, o pokazanie, że da się inaczej. Da się zdrowo i smacznie. Da się znaleźć ładny sweter na zimę, nie koniecznie wełniany i użyć dobrego wegańskiego kremu do twarzy. Na mnie napieranie ze swoim zdaniem działa bardzo negatywnie, na Ciebie pewnie też, więc nie rób tego innym. Daj żyć!

Kończę więc mój wywód, z nadzieją, że będziemy dla siebie lepsi, bardziej wyrozumiali i żółć zostanie, tam gdzie jej miejsce.

Veganama Opublikowane przez: